Społeczność
Jak zaczęła się moja historia z kolekcjonowaniem szkła ząbkowickiego? Hmmm… Mam siedem lat. Jestem u babci Kazi, która mieszka w Żarkach - maleńkim miasteczku na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej. Na stole pojawia się ciasto na starodawnej, szlifowanej paterze. A wokół tej patery babcia rozstawia dla każdego gościa po talerzyku. Ale jakim! Takim płaściutkim, bez uniesionych rantów, szklanym, a na powierzchni każdego z nich widać nieregularnie rozmieszczone bąbelki… Pod palcami nie są wyczuwalne, bo z góry talerz jest gładki. Dopiero jak się go obróci do góry dnem, można wyczuć strukturę pęcherzyków szkła. Jakie te talerze niecodzienne, inne niż wszystko w babcinym domu. Istny kosmos! No właśnie, kosmos… Po wielu latach, w 2015 roku, wpadła mi w ręce książka autorstwa Beaty Bochińskiej pt. “Zacznij kochać dzajn”. Panią Beatę kojarzyłam już z wywiadów prasowych i telewizyjnych - jej obecność zawsze była gwarancją arcyciekawej opowieści o dizajnie, który mi się podobał - przemawiała do mnie jego estetyka. I w tej książce zobaczyłam zdjęcie… talerzyka mojej babci. Do tego opatrzonego informacją, że to projekt o nazwie Asteroid (a nie mówiłam, że kosmos?), że zaprojektowany przez Jana Sylwestra Drosta, że wykonany w HSG Ząbkowice. Że oprócz talerzy są jeszcze wazony i inne obiekty. I że ten projekt jest tak dobry, że znalazło się dla niego miejsce w Corning Museum w Nowym Jorku. A ja z takich talerzyków ciasto jadłam…
Trudno mi więc zdecydować, czy zaczęło się od pierwszego kontaktu z niecodziennym projektem, czy od świadomej decyzji o tym, by zacząć budować kolekcję. A ta świadoma decyzja zapadła w 2015 roku, pod wpływem lektury wspomnianej już pozycji p. Beaty Bochińskiej. Początkowo, po przestudiowaniu licznych zdjęć zawartych w książce i ocenie co mi się na tych zdjęciach podoba a co nie, zaczęłam zbierać porcelanę i szkło. Po pewnym czasie zaobserwowałam jednak, że moje serce bardziej bije na widok szklanych projektów, szczególnie tych z HSG Ząbkowice, a już najbardziej tych, których autorami byli Eryka Trzewik Drost i Jan Sylwester Drost. I tak z mojej rozgałęzionej tematycznie kolekcji wyłonił się pień: szkło ząbkowickie. Urzekające są w nim awangardowa forma i bogactwo kolorów. Pan Jan S. Drost powiedział kiedyś na którymś ze spotkań tak: “Wzornictwo przemysłowe stało się awangardowym manifestem artystycznym”. No właśnie: awangarda. To definiuje moim zdaniem projekty J.S. Drosta, który każdym z nich zdaje się odpowiadać na pytanie: “Dlaczego nie?” A do tego ta awangarda wkroczyła masowo do przestrzeni użytkowej, niby od niechcenia i bardzo dyskretnie edukując użytkownika w zakresie dobrego wzornictwa. I ja, ta siedmioletnia, właśnie z tej edukacji skorzystałam, jedząc ciasto drożdżowe w niedzielne popołudnie.
Dziś moja kolekcja liczy kilkaset obiektów, mniej więc po równo witrynowych i użytkowych - mam bowiem sporą ilość szkła, które jest w moim domu w stałym użyciu: talerzy, mis, kieliszków, szklanek, dzbanków, wazonów… Uważam, że przedmioty powinny być używane zgodnie z ich przeznaczeniem. Lubię się skupić na użytkowanym właśnie przedmiocie i trochę o nim pomyśleć - o nim i jego historii. Często bowiem powtarzam, że za każdym obiektem stoją trzy historie: projektanta, huty/hutnika, który go wykonał i poprzedniego właściciela. Jeśli znam historię dwóch z nich - to już ogromne kolekcjonerskie szczęście.