Arkadiusz Bańka
Nasze Szkło, Nasza Historia
Opowieść o Rodzinie Bańków związanej z Hutą Szkła Gospodarczego „Ząbkowice”
Opowiada: Arkadiusz Bańka
Rodzinne dziedzictwo szkła
Historia mojej rodziny nierozerwalnie splata się z historią Huty Szkła Gospodarczego „Ząbkowice”. Przez kilka pokoleń Bańkowie pracowali w tym miejscu — na różnych stanowiskach, w różnych działach — ale zawsze z tym samym ogromnym przywiązaniem do huty i do ludzi, którzy ją tworzyli. To było coś więcej niż praca. To był sposób życia.
Jerzy Bańka – całe życie ze szkłem
Mój ojciec, Jerzy Bańka (1936–2023), rozpoczął pracę w hucie w 1957 roku i związał się z nią na całe zawodowe życie. W latach sześćdziesiątych ukończył Technikum Szklarskie w Wołominie – w tamtym czasie było to znaczące osiągnięcie, dające realną szansę rozwoju w branży szklarskiej.
W HSG przeszedł niemal wszystkie szczeble – od kontroli jakości, przez funkcję hutmistrza, zastępcy kierownika obróbki, aż po zastępcę kierownika oddziału HSG Ząbkowice – Huty Szkła Artystycznego „Staszic”.
Misja w Mongolii
Jednym z niezwykłych epizodów w jego życiu był wyjazd do Mongolii (1967–1969), gdzie został oddelegowany przez hutę, by uczyć miejscowych specjalistów topienia szkła w nowo uruchomionej hucie w Nałajcha. Dla ojca była to nie tylko zawodowa przygoda, lecz także dowód ogromnego zaufania ze strony zakładu.
Mistrz topienia szkła
W latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych ojciec pracował jako topiarz – na jednym z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych stanowisk w całym zakładzie. Nadzorowanie procesu wytopu szkła wymagało ogromnego doświadczenia, wiedzy i intuicji. Ojciec „czuł” szkło – potrafił rozpoznać jego stan po barwie, zapachu, czy sposobie zachowania w piecu.
Rodzina w hucie
Z hutą związane były całe pokolenia Bańków.
-
Starszy brat ojca, Witold, pracował w kontroli jakości,
-
młodszy, Marian, był hutnikiem przy prasie,
-
siostra Lidia – sortierką,
-
a jej synowie i córki również trafili do zakładu: Zbigniew (elektryk),
Mirosław (mechanik i wózkowy), Dorota(obróbka) i Grażyna, która – jak się wtedy żartobliwie mówiło – „zapalała na hucie”.
W magazynie pracowała także żona wujka Witolda – Marysia. Cała rodzina była z huty, całe życie kręciło się wokół niej.
Kolejne pokolenie
Ja sam również zaczynałem w Hucie Ząbkowice – od nabierania szkła. W latach 1985–1989 pracowałem jako kierowca dyrektora Zawodnego.
Dla mnie huta była światem pełnym dźwięków, zapachów i ciepła – miejscem, w którym człowiek poznawał ludzi, ich charaktery i uczciwość. Takie wspomnienia zostają w człowieku na zawsze.
Zaangażowanie społeczne
Ojciec w latach siedemdziesiątych był pierwszym sekretarzem PZPR w zakładowej organizacji partyjnej. Po zmianach politycznych zaprzestał działalności partyjnej, ale nadal angażował się społecznie – m.in. w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Libijskiej (TOPL).
Brat Witold działał w zakładowej straży pożarnej. W naszej rodzinie zawsze istniało przekonanie, że praca i zaangażowanie dla wspólnoty mają sens.
Dziedzictwo trwa
Dziś huty już nie ma, ale duch szkła przetrwał. Moja i Iwony córka, Kalina Bańka-Kulka, kontynuuje rodzinne tradycje – w nowym, artystycznym wymiarze. Jest artystką szkła i pedagogiem Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.
Patrzę na to z dumą – bo choć tamta huta przeszła do historii, duch szkła wciąż w nas żyje. Widać, że szkło mamy po prostu we krwi.
Projekt: „Śladami HSG Ząbkowice”
Digitalizacja szkła użytkowego w przestrzeni cyfrowej
www.wzorcowniahsg.pl
Projekt dofinansowano z programu „Wspólnie dla Dziedzictwa”
Narodowy Instytut Dziedzictwa ze środków
Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego